Strona główna Aktualności z łowiska Kamil, Adrian i rekord Małego Szwałku

Kamil, Adrian i rekord Małego Szwałku

Baits.pl

Swoją pierwszą zasiadkę na Małym Szwałku, po wspaniałych opowieściach o tym łowisku jakie słyszeliśmy od napotykanych na innych wodach karpiarzy, zaplanowaliśmy na 15-17 czerwca lecz niestety nie doszła ona do skutku przez awarię samochodu. Byliśmy źli bo bardzo chcieliśmy zobaczyć to piękne jezioro i już planowaliśmy kolejny wyjazd. Długo musieliśmy czekać bo aż do 6 września.

Wybraliśmy Stanowisko nr 5, które po wnikliwych analizach przypadło nam najbardziej do gustu. Zasiadka miała trwać 4 doby. Rezerwacji dokonaliśmy z blisko miesięcznym wyprzedzeniem więc było sporo czasu na przygotowania i wszelakie zakupy. To była nasza pierwsza zasiadka na tak dużym akwenie więc musieliśmy odpowiednio dobrać taktykę nęcenia oraz samego łowienia. Ja jako realista gdzieś z tyłu głowy miałem myśl ze możemy nic nie złapać. Adrian jako optymista nastawiony był na bicie rekordów, jak z resztą przed każdą zasiadką. Zamówiliśmy 10 kg świeżych kulek zanętowych w kilku średnicach oraz kupiliśmy ponad 30 kg ziaren. Tak żebyśmy byli gotowi na wszystko. Ja w środę wziąłem już urlop żeby wszystko spokojnie zapakować do samochodu, ale czekaliśmy jeszcze na moja narzeczoną do 13, aż wróci z pracy.

Baits.pl

O 14 zapakowani po sufit wyruszamy z Olsztyna. Po drodze rozmawialiśmy o oczekiwaniach związanych z zasiadką, o tym ze nie możemy się doczekać aż zobaczymy słynny Mały Szwałk oraz o tym jak będzie się spało w kompletnej dziczy. Przed 17 zbliżamy się do miejsca spotkania z Panem Andrzejem. Szybki telefon i umawiamy się w miejscu z którego pod jego przewodnictwem udamy się na stanowisko nr 5. Po kilku minutach oczekiwania i podziwiania pięknej przyrody przy jeziorze pojawia się Pan Andrzej i jedziemy do celu.
Na stanowisku jesteśmy po 17 – jest pięknie. Natura natura i jeszcze raz natura. Jest klimat. Jeszcze kilka wskazówek od właściciela co do miejscówek i jedziemy po łódkę którą musiałem przepłynąć ze stanowiska nr 9. Adrian i Paula zaczęli już rozkładać obóz.
Po ustawieniu wszystkiego i uzbrojeniu wędek przystępujemy do sondowania dna przy pomocy stukadełka. Zajęło nam to sporo czasu ale chcieliśmy zrobić to idealnie bo to klucz do sukcesu. Po wybraniu odpowiednich miejsc na ustalonej wcześniej głębokości stawiamy markery i zaczynamy wywózkę i nęcenie. Najpierw wędki Adriana później moje. W końcu o 1.20 siadamy w fotelach i otwieramy po zasłużonym piwku. Paula już niestety zasnęła w oczekiwaniu na nasz powrót z wody. Jeszcze ostatnie sprawdzenie czy wszystko okej z namiotami i wędkami, włączamy centralki i kładziemy się spać grubo po 2.

Pierwsza doba minęła spokojnie bez spektakularnych odjazdów, zaczepiły się tylko dwa spore leszcze lecz pogoda trochę się popsuła, zaczął padać deszcz i spadła temperatura. Echosonda pokazywała nam spadek temperatury wody o blisko dwa stopnie w porównaniu z tą kiedy przyjechaliśmy. W czwartek kładziemy się wcześniej spać ze względu na padający deszcz i odczuwalne skutki wczorajszej wywózki do późna.

Wreszcie przed 7 rano w piątek budzi nas centralka Adriana. Piękny odjazd. Wstajemy na równe nogi i biegniemy do wędek. Adrian zacina i jest. Zaczyna się walka. Decyduje się na hol z pomostu. Początkowo się to nawet udaje lecz po kilku minutach karp parkuje w trzcinie i wypływamy do niego łódką. Niestety zaczepił się o trzcinę blisko metr pod wodą i ręką nie mogliśmy go wyczepić. Mówię Adrianowi, że nie ma wyjścia i musi nurkować jeśli nie chce stracić ryby. On bez chwili zawahania zdejmuje ubrania i wskakuje do wody, wyczepia rybę i karp odpływa od trzcin. Jeszcze chwila walki i udaje mi się go podebrać, Adrian płynie do brzegu wpław i cieszy się jak dziecko. Ja z karpiem w podbieraku spływam łódką. Jesteśmy szczęśliwi. Pierwsza ryba na Małym Szwałku i to nie mała. Dotychczasowy rekord Adriana to 12 kg, a tutaj szansa nowego PB była duża. Karp ląduje w kołysce, szybkie ważenie i waga wskazuje 13,5 kg na czysto, bez worka do ważenia. Ważymy kilka razy aby uniknąć błędu, cały czas 13,5 kg. Euforia. Jednak Adriana optymizm się sprawdził. Jego nowy PB i to na wspanialej, dzikiej wodzie. Rewelacja. Sesja fotograficzna z nowym rekordem i Adrian odprowadza rybę w wodzie, oglądamy jak spokojnie odpływa.

Super. Myślę sobie “nieźle zaczynamy, może mamy wytypowane dobre miejsca”. Optymizm Adriana udziela się i mi chociaż dalej zachowuję spokojną głowę. Za to Adrian jest w euforii. Zestaw wywozimy modelem zdalnie sterowanym aby nie robić hałasu na wodzie w okolicach zestawów i czekamy dalej.
Próbujemy zasnąć jeszcze na chwilę, ale emocje rozbudziły nas całkowicie więc bierzemy się za śniadanie, deszcz pada dalej.
Dzień mija leniwie, pod namiotami gdyż pogoda nie dała posiedzieć na zewnątrz. Około 15 mimo sporej fali przewozimy po dwa zestawy. Deszcz chwilowo przestał padać, więc po 18 idziemy z Paulą na spacer po lesie zobaczyć czy są grzyby. I było mnóstwo grzybów. Adrian został przy wędkach. Gdy oddaliśmy się znacznie mówię do Pauli, że śmiesznie by było gdyby teraz akurat Adrian miał branie. Podczas drogi powrotnej do obozu, rozglądamy się dalej za grzybami i słyszę nagle “Kaaaaaamiilll!” Biegnę ile sił w nogach, patrzę Adrian holuje. Mówi że krzyczy już kilka minut. Śmieje się, że tak właśnie myślałem. Wskakuje na łódkę, zabieram Adriana i płyniemy do ryby, aby nie dać jej możliwości wpłynięcia znów w trzciny.
Walka trwa około 15 minut, ryba jest silna i wybiera metr za metrem żyłki. Już wiemy ze będzie najprawdopodobniej kolejny rekord. Ale mimo radości nie chcemy zapeszyć i dopóki ryba jest w wodzie wszystko się może wydarzyć.
Po kilku kolejnych minutach karp słabnie i powoli udaje się go podebrać. Widać ze jest ogromny. Radość ogromna. Płyniemy do brzegu. Karp do kołyski i ważymy. Obstawiamy nowy PB. Chwila bezdechu i pokazuje 15 kg bez worka! Kolejny rekord życiowy Adriana staje się faktem. Cieszymy się wszyscy, bo dwie piękne ryby Adriana, dwa rekordy złapane na Małym Szwałku gdy jesteśmy tu pierwszy raz cieszą x10. Niesamowita atmosfera. Adrian zbiera gratulacje. Znów odprowadza kolejnego karpia do wody, sesja fotograficzna i kolejny rekord odpływa w głębiny jeziora aby za jakiś czas dać radość innemu karpiarzowi, a może znów Adrianowi? Kto wie.

Atmosfera jest świetna, mimo słabej pogody i deszczu humory dopisują. Jemy kolację, deszcz trochę odpuścił ale z drzew i tak kapało sporo. Siedzimy na zewnątrz wpatrując się w wędki i rozmawiamy o tych dwóch pięknych rybach. Wspaniałe uczucie być tu pierwszy raz i złowić dwa piękne karpie. Szczerze gratulujemy Adrianowi. Śmiejemy się, że teraz najwyższy czas na mnie, abym i ja coś wyholował. Od dwóch zasiadek nie udało mi się złowić nic konkretnego, a Adrian zawsze coś wyskubał. To chyba przez jego optymizm. Ja odpowiadam, że co się odwlecze to nie uciecze i wierzę ze kiedyś przyjdzie kolej i na mnie. Jak już coś złapie to będzie konkret. Tak tylko mówię ale czy w to do końca wierzyłem? Nie wiem. Serce tak rozum inaczej. Wiedziałem, że nasze zestawy wywiezione są w idealne miejsce, idealnie się prezentują więc mooooże? Około 23 szykujemy się do snu, sprawdzamy wędki, centralki, obóz. Wszystko ok. Idziemy spać.

Nagle w środku nocy, gdzieś przed 4, Adrian mnie budzi, że chyba coś jest w drugim namiocie, w którym trzymaliśmy część sprzętu i część jedzenia. Słyszy dziwne odgłosy. Zaspany Wychodzę sprawdzić, Adrian towarzyszy mi “wzrokiem” i czołówką. Niby wszystko ok, nic dziwnego się nie dzieje. Podszedłem jeszcze do wędek, wszystko ok. Wracam do namiotu, wskakuje w śpiwór, już zrobiło się ciepło i błogo, aż tu nagle PPiiiiiiiiiiiiiiiiiii, ROLADA! Moja Centralka gra, Jedzie aż miło. Wyskakuje w ułamku sekundy, bez butów, biegnę, zacinam i jeeeest! Patrzę na Adriana i on już wie co robić. Podpływa łódką, ja wskakuje, podaje mi moją czołówkę i wypływamy. Myślę sobie, wreszcie mam i ja. Ale nie chce się podpalać, bo jeszcze przed nami długa droga. Hol był długi, karp strasznie murował i odjeżdżał, nie mogłem go zatrzymać, tylko trochę mu utrudniałem odjazdy. Plecy zaczynały mnie już boleć. A karp wozi nas dalej. Niestety nie obyło się bez wpłynięcia w jeden z zestawów Adriana. Jego sygnalizator gra, karp odjeżdża. Paula śpi jak zabita w samochodzie, mówi, że nic nie słyszała, a miałem wrażenie, że w Suwałkach to pobudziło ludzi. Tutaj karp wariuje, na molo centralka gra, zestawy poplątane, dramaturgia jak trzeba. W końcu, z moich obliczeń wynika, że po ponad 20 minutach, karp zaczyna słabnąć i udaje się go odciągnąć od dna. Widzimy go. Jest ogromny. Ląduje w podbieraku, profesjonalnie podebrany przez Adriana. Jestem w szoku. Patrzę na tego konia i jestem w szoku. Obaj jesteśmy. Próbujemy spłynąć do brzegu żeby nie narobić więcej szkód w zestawach ale nagle, zestaw Adriana zaczepił się o kamienie na dnie i nie możemy spłynąć. Co się ruszymy to sygnalizator ma molo gra. Próbuje to jakoś rozplątać, ale nic z tego. Szarpie za zestaw Adriana i po kilkunastu próbach ciężarek się wypina i możemy spłynąć. Wychodzimy na brzeg, ja ledwo unoszę tego karpia, jest okropnie ciężki. Myślę sobie – chyba się doczekałem. Ale to nie możliwe. Ważymy. Skupienie i waga pokazuje 18,5 kg bez worka! Szok! Euforia! Ważymy ponownie – jak byk 18,5 kg. Niesamowite. Karpia wsadzamy do dużego worka karpiowego i do wody aby rano lepiej mu się przyjrzeć i zrobić dokładne fotki. Emocje biorą górę, ręce nam się trzęsą. Nie mogę uwierzyć ze złowiłem tak ogromną rybę. Nowy rekord osobisty i to jaki, 18,5 kg z Małego Szwałku! Emocje sięgają zenitu. Gratulacje od Adriana i w końcu dobudzonej Pauli.

Teraz przede mną najgorsze czyli rozplątywanie zestawów. Adrian postanowił sobie tego oszczędzić i od razu odciął stary splatany zestaw i zaczął wiązać Nowy. Gdy ja odplątałem swój on już był gotowy do wywózki. Wywieźliśmy jego zestaw. Po powrocie stwierdziłem ze mimo rozplatania, strzalowka jest już tak zmęczona, że muszę wiązać wszystko na nowo. Adrian przysypiając delikatnie dotrzymywał mi towarzystwa. Węzeł łączący żyłkę główną wyszedł mi jak trzeba dopiero za 4 razem. Jestem bardzo dokładny i jeśli cokolwiek wzbudza moje podejrzenia, robię jeszcze raz. Jak się później okazało, całe szczęście, że jestem taki dokładny, ale po kolei. Gdy już wszystko powiązałem na nowo, czas na wywózkę. Wywozimy, nęcimy i wracamy. Już się rozwidnia ale idziemy jeszcze spać, tzn Adrian idzie, a ja nie mogę dalej uwierzyć ze mam w worku swój Nowy PB 18,5kg. Emocje długo nie dają mi zasnąć ale w końcu się udaje. Jakoś po 9 budzę się, Adriana jednak dobudzić nie mogę wiec budzę Paule. Poranna toaleta i zabieramy się z Paulą za sobotnie śniadanie, cały czas przy tym szczęśliwy jak dziecko opowiadam jej co działo się w nocy na wodzie. Po 10 znów próbuje obudzić Adriana, że śniadanie zaraz będzie gotowe ale nic z tego. Mięso na grillu dochodzi, już myślami planuję w którym miejscu wyjdą fajne zdjęcia z nocnym karpiszonem, cisza, spokój, a tu nagle za moimi plecami kolejna ROLADA!

Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiii i jazda. Jedzie na mojej wędce jak pociąg. Na tej samej wędce, którą wiązałem w nocy. Doskakuje do wędki, zacinam i krzyczę do Adriana ze jest ryba. On wstaje tym razem bez problemu, bez żadnego ale i znowu wskakuje do łódki, Podpływa ja wskakuje i płyniemy. Myślę sobie, że znów coś ładnego. Ale chyba nie większy niż ten z nocy. Podpływamy do niego i zaczyna się jazda. Muruje do dna i nawet na centymetr nie można go od niego oderwać. Robi co chce. Ciąga nas w lewo i w prawo. Wcześniej Pan Andrzej mówił, że są tu ogromne sumy i powiedziałem do Adriana, że to może być sum. Bardzo silna ryba. Przez kilkanaście minut nie mogłem jej oderwać od dna. A walka odbywała się przez większość czasu na tym węźle łączącym żyłkę główną i przypon strzałowy. Myślę sobie dlaczego nie dałem chociaż metra więcej tej strzalowki, wtedy walka była by zupełnie inna. A tak widzę jak ja wydzieram dwa metry żyłki jemu, a zaraz on dwa metry mi. I węzeł trze o przelotki od szczytówki do szpuli kołowrotka. W górę i w dół. Mówię do Adriana oby tylko on wytrzymał. Myślę sobie dobrze, że wiązałem go tyle razy, z jednej strony widziałem, że zawiązany jest dobrze, a z drugiej zawsze jest niepewność. Walka trwa dalej grubo ponad 20 minut, a my nawet nie wiemy co jest na końcu. Sum czy karp. Na pewno coś wielkiego i mega silnego. W końcu po kilku próbach udaje mi się oderwać rybę od dna. Myślę sobie w końcu. Ale to nie koniec, walczy dalej. Nagle idzie w górę. Widzimy go. Ogromny karp. Nogi się pode mną ugięły. Myślę niemożliwe. Ale zaraz jeszcze nie jest mój. Lecz po chwili Adrian sprawnym podebraniem ląduje giganta w podbieraku. Nawet nie będę próbował opisać mojej radości, bo słowami tego nie opiszę, a każdy karpiarz, który to czyta myślę ze potrafi ją sobie wyobrazić. Nie do opisania. Sektor niebo. Ekstaza.

Wracamy z tym koniem do brzegu. Pozwalam sobie zażartować do Adriana, że chyba jest rekord łowiska, 20 kg pęknie. Ale nie wierzyłem w to do końca. Karp ląduje w kołysce i ważymy. Waga pokazuje ponad 20 kg! Myślę niemożliwe. Ważymy jeszcze raz i jeszcze raz. To samo. Krzyczę mamy rekord! Odleciałem. Karp do worka karpiowego, worek z karpiem do wody, dokładnie przypięty do mola jak największy skarb. Dzwonimy do Pana Andrzeja. Mówię, że złapałem karpia 20kg, słyszę podekscytowanie w jego głosie kiedy mówi, że zaraz będzie u nas. Do mnie cały czas nie docierało co się stało. Zbieram gratulacje. Ja nie mogę dalej w to uwierzyć. Mam 20! Szok. Przyjeżdża Pan Andrzej z wagą. Ważymy komisyjnie. 19,800kg na czysto, po odjęciu worka. Mówi, że mam rekord Małego Szwałku! Euforia. Jestem w niebie.

Przypływają chłopaki z 9 zobaczyć rybę poinformowani o naszych wyczynach. Ja na dokładkę mówię, że mam w worku jeszcze 18,5 kg z nocy. Wszyscy osłupieli. Radość. Pozostała jeszcze wspaniała sesja fotograficzna z tymi okazami. Piękne  uczucie. Taki dublet na macie. 18,5 oraz 19,800kg. Dwa piękne karpie, dwa rekordy o których nawet nie myślałem, jeszcze nie teraz, może kiedyś ale jeszcze nie teraz. Nawet w snach bym nie myślał ze złowię blisko dwudziestkę! Że mój rekord osobisty to będzie 19,800 i że będę miał rekord Małego Szwałku. Brak słów.
Ryby majestatycznie, w mojej i Adriana eskorcie, wracają do swojego królestwa. Odpływają by dać jeszcze radość innym. Może nam? Kto wie. Ale po to wypuszcza się te piękne ryby. Aby kiedyś, po jakimś czasie wrócić na Mały Szwałk i złowić ponownie rybę która dała Ci tyle radości. Do końca zasiadki już nic się nie wydarzyło oprócz brania jednego leszcza, Ale i tak rozmarzeni wspaniale spędziliśmy sobotnie popołudnie. A w niedzielę rano wybraliśmy się jeszcze na grzyby i tutaj również się nie zawiedliśmy. Dwa wiadra prawdziwków na zakończenie zasiadki. We wspaniałych humorach pakowaliśmy się, już planując kolejną zasiadkę na tej wodzie. Mały Szwałk obdarował nas pięknymi rybami.

Ta woda jest magiczna, otoczona puszczą, dzika i skrywająca w sobie jeszcze mnóstwo tajemnic, których część mam nadzieje uda nam się jeszcze odkryć.

Bardzo dziękujemy Panu Andrzejowi za możliwość połowu na tak pięknej wodzie i za cenne wskazówki.

Do zobaczenia niebawem!
C&R Kamil i Adrian