Strona główna Aktualności z łowiska Rodzinne karpiowanie na stanowisku 11

Rodzinne karpiowanie na stanowisku 11

Baits.pl

W dniach 29.05.2017 – 01.06.2017 odbyliśmy z tatą długo oczekiwaną zasiadkę na łowisku Mały Szwałk. Pierwotnym planem było znalezienie się na stanowisku nr 9, gdzie w ubiegłym roku  spędziliśmy super czas i mieliśmy okazje walczyć z pięknymi rybami.”Dziewiątka” niestety była już zarezerwowana, więc po dłuższych rozmyśleniach postanowiliśmy spróbować na stanowisku 11. Pierwsze wrażenia nie wprawiły w osłupienie, pas trzcin znajdował się już powyżej pomostu, pogoda wietrzna i mnóstwo komarów. Po rozbiciu obozu i wstępnym sondowaniu rozstawiliśmy zestawy o godzinie 18:00.

Nie liczyliśmy na to, że sygnalizator odezwie się jeszcze tej doby. Ku naszemu zdziwieniu o godzinie 22:30 mamy pierwszy odjazd – ryba mknie w trzciny. Po około 10 minutowej walce
wpłynęliśmy pontonem w głąb trzcinowiska, gdzie widać już było koniec strzałówki. Naszym oczom ukazuje się piękny karp (około 15kg), który zmęczony unosi się na wodzie. Próba podebrania ryby a ta… spokojnie sobie odpływa. Ryba zdążyła się już wypiąć i prawdopodobnie odpoczywała po holu. Wiatr jakby ucichł, wywieźliśmy zestaw w oczekiwaniu na kolejne brania.

Baits.pl

Godzina 03:30 i centralka znów nas budzi. Branie z tej samej miejscówki i ponownie płyniemy po rybę. Tym razem udaje nam się wygrać i w podbieraku ląduje karp o wadze 9,8kg. Ponownie ryba skusiła się na podwójny orzech tygrysi.

Równo dwie godziny później, gdy już kładliśmy się spać po wywiezieniu zestawu, mamy kolejne branie – teraz z lewej strony pomostu. Bez zastanowienia bierzemy wędkę i płyniemy po rybę. Tata wyciąga ośmiokilogramowego karpia, który, jak poprzedni, połakomił się na orzechy tygrysie we własnej zalewie. Po tej dawce emocji szybka kawa, zmiana przyponu, wywózka i tata musi mnie opuścić na 2 godziny – wizyta u dentysty. O godzinie 07:00 zostaję sam, a 30 minut później słyszę nieprzerwany dźwięk sygnalizatora i widzę jak plecionka zsuwa się metrami z kołowrotka. Biorę wędkę, chcę już wchodzić do pontonu i uświadamiam
sobie, że nie ma w nim podbieraka… Odkładam wędkę na statyw zostawiając kołowrotek na wolnym biegu i biegnę po podbierak słysząc jak kolejne metry plecionki wysnuwają się ze szpuli. W końcu wsiadam do pontonu i płynę po rybę. Po około 15-stominutowym
holu w podbieraku melduje się piękny karp o wadze 13,1 kg. Ryba tym razem wybrała kulkę Starbaitsa RS1 24mm.

Ledwie włożyłem rybę do worka karpiowego i znowu ODJAZD !!! Z tego miejsca, z którego mieliśmy pierwsze branie i pierwszą rybę – czyli znowu na podwójnego orzecha. Tym razem miałem podbierak przygotowany w pontonie, ale ryba wjechała w trzciny i widzę już pierwsze “snopki”. Szczerze powiedziawszy, po poprzedniej rybie byłem tak szczęśliwy, że nie zepsułoby mi nawet humoru, gdyby karp na haku zaliczył spinkę. Powoli wyciągam z trzcin kolejne metry żyłki i widzę go – jest! Próbuję podebrać kolosa i nagle… łamie mi się ramię podbieraka. Wyciągam resztki podbieraka do pontonu, karp “wyciąga” mnie z trzcin na głębszą wodę a tam
udaje mi się podebrać go samym koszem z połamanym ramieniem. Ryba trafia do worka i po ważeniu waga pokazuje 16,000 kg.

To był jedyny dzień, w którym udało się nam wyciągnąć karpie. Mieliśmy jeszcze 6 brań w kolejne dni, ale bardzo wietrzna pogoda nie pomaga w walce z rybami na pontonie. Warunki były bardzo trudne, mimo to – karpie wciąż brały. Bezkonkurencyjny podczas tej
zasiadki okazał się ponownie orzech tygrysi produkcji mamy (mimo, że obok leżały takie smakołyki jak KRILL Dynamite Baits, RS1/GLMarine Starbaitsa czy truskawka-krem Warmuz Baits. W sumie 4 ryby na 11 brań – dobrze rokuje na przyszłość tego stanowiska.

Wkrótce wrócimy na Szwałk, żeby zrewanżować się za dwie ostatnie doby :)